piątek, 24 kwietnia 2015

ZAWIESZENIE

ZAWIESZAM BLOGA

Macie rację nic się tutaj nie dzieje i to w głównej mierze moja wina, ale ja się nie poddaje i nie zostawię tego bloga tak szybko. Każdy kto ma tu członka niech wie, że dostanie powiadomienie o wznowieniu bloga ;)

Zmieni się dużo.

Szablon się nie zmieni :p


wtorek, 7 kwietnia 2015

Nieobecność!

Będę nieobecna od 08.04.2015 r. do 14.04.2015 r. 
Powód jest jasny, wyjeżdżam na wycieczkę szkolną. Więc z tego powodu nie będę mogła wstawiać opowiadań. Tak więc miłego chodzenia do szkoły, no chyba, że jest ktoś chory to życzę zdrowia! :)
Tak więc do zobaczenia w przyszłym tygodniu!

~wiki i nata


Od Aerith - C.D Matt'a

Nie wytrzymałam i w końcu weszłam do sali. Rozejrzałam się w około.
-Matt?
Nie było go... Nosz kurde jego mać, mówiłam, że zostanę ale nie!! Przyjechała wiedźma zrobiła sobie z nim co chce a teraz go nie ma!! Świetnie! Po prostu świetnie! Nigdy więcej go już nie posłucham. NIGDY. No bo przecież mogłam być niewidzialna, i już to kontroluję. Mogłam cały czas tu być. Ugh...No i co teraz? Usiadłam bezradnie na łóżku. Chwilę temu leżał tu jeszcze Matt...Schowałam twarz w dłoniach. Pewnie znowu coś mu zrobią a ja będę się zamartwiać jak głupia. A dlaczego jak głupia? Bo nie wiem co między nami jest...Nie winny flirt czy jak? Istnieje jeszcze taka możliwość, że któreś z nas bierze to na poważnie a druga osoba nie do końca. Boże, o czym ja myślę. Nie wiem co się dzieje z chłopakiem a ja rozmyślam o takich bzdurach. Jestem do kitu. Coś wskoczyło mi na kolana. Podniosłam trochę głowę i zobaczyłam, że to kot, najzwyklejszy czarny kot. Szturchnął moje ramie łapką. Ale co on tutaj robił? To jest szpital...Chwila chwila...
-Matt...to ty?-spytałam niepewnie.
Zwierze tak jakby pokiwało głową...O boziu. Czyli tak go czarownica urządziła?
-Chodź zmywajmy się stąd...dobrze się czujesz?-spytałam troskliwie.
Chłopak-kot pokiwał główką. Jest taki słodziutki, prawie tak bardzo jak w postaci człowieka. Wzięłam go na ręce ale ten zaczął się wiercić.
-Jeśli zamierzamy się zmyć niezauważeni to proszę nie utrudniaj mi sprawy, ok? Raczej niezbyt normalne jest spacerowanie sobie kota po szpitalu.-powiedziałam i wstałam nadal trzymając mojego kolegę. Chwilę później staliśmy się niewidzialni. Wyszłam po prostu z sali i udałam się w stronę wyjścia ze szpitala.
~~*~~
Gdy w końcu wróciliśmy do szkoły postawiłam na ziemi Matt'a. Był już wieczór, no więc właściwie powinniśmy pójść do swoich pokoi...
-Jeśli chcesz to możesz iść do swojego pokoju tyle, że chłopaki pewnie nie będą wiedzieć o co chodzi...Chyba, że wolisz abym skitrała Cię u siebie w pokoju...
<Matt?>

Od Gwendolyn - C.D Aaron'a

-Lucy-powiedziałam.
Zeszłam z nóg chłopaka i usiadłam na skraju łóżka. Zrobiło mi się tak trochę...smutno? Przykro? Wciąż miałam poczucie winy, że to przeze mnie stracili życie. Gdybym ich w to wszystko nie wplątywała...może, może wciąż by żyli, a ja...nie czułabym się winna? Wiedziałabym, że nadal żyją i nic im nie jest? Zacisnęłam ręce na łóżku. Wcześniej starałam się o tym nie myśleć, ale czemu przypomniało mu się akurat to? Złośliwość losu czy jak? Wszystko chce mnie jeszcze bardziej dobić, przybić ? Nie wiem i pewnie się nie dowiem.
-A coś wcześniej pamiętasz?-spytałam cicho.
Aaron pokręcił przecząco głową. Nie wiem czy to dobra czy zła wiadomość. Nie chcę o tym myśleć.
-Wiesz jak wyglądasz obecnie, czy nie widziałeś się?-spytałam chłopaka starając się mówić normalnie.
Nie chciałam by głos mi drżał.
-Jakoś nie było okazji-powiedział Aaron.
Wstałam z łóżka i wyjęłam z plecaka małe lusterko które nosiłam przy sobie. Podałam chłopakowi aby mógł się przejrzeć.
-Moim skromnym zdaniem jesteś coraz przystojniejszy-powiedziałam cicho siadając z powrotem na łóżku.
Czułam rumieńce na policzkach. Czemu ja się zawsze tak rumienię? Chłopak podał mi lusterko, które z powrotem schowałam.
-Ja...naprawdę tak wyglądam?s-pytał podejrzliwie.
Pokiwałam głową.
-A i jeszcze jedno...gdybyś chciał coś wiedzieć, cokolwiek, co wydarzyło się w przeszłości i nie pamiętasz tego to pytaj. Postaram Ci się odpowiedzieć na tyle, ile będę mogła.
<Aaron?>

niedziela, 5 kwietnia 2015

Od Aaron'a - C.D Gwendolyn

Uśmiechnąłem się w jej stronę. Przytaknąłem twierdząco głową. Muszę przyznać, że dziewczyna jest bardzo utalentowana, ale jedno mnie zastanawiało... Czy ja na prawdę tak parę tygodni temu wyglądałem? Czy aż tak się zmieniłem z wyglądu? No najwyraźniej tak... No cóż, bywa.
- Ślicznie rysujesz. - powiedziałem.
Gwendolyn się zarumieniła. Słodko wtedy wyglądała. Odwróciła ode mnie głowę i spuściła ją na dół. Założyła chustę na wysokości ust i ponownie się do mnie odwróciła.
- Dziękuję. - szepnęła.
Złapałem za rogi chusty i ją zdjąłem. Dziewczyna nerwowo odskoczyła, przez co prawie się wywaliła. Nie wiem jakim sposobem, ale znalazła się w powietrzu. Łamie prawa grawitacji? A może to nie ona robi. Spojrzała na mnie i się uśmiechnęła. Przyleciała do mnie, no i upadła na moje nogi. Syknąłem cicho. Czyli panuje nad grawitacją, ok. Rozumiem... No i wtedy bum! Przypomniało mi się kilka rzeczy. Jakiś mężczyzna, który mi pomagał w odzyskaniu dziewczyny? Yy... Nathan! On chyba nie żyje z tego co mi się jeszcze przypomniało i jeszcze jakaś kobieta już była zabita, chyba jego partnerka. A co było wcześniej? Pustka. Ech... Ale lepsze to niż nic.
- Co tak siedzisz zamyślony? - spytała.
- Coś mi się przypomniało... Jakiś moment, że ratowałem Cię z Nathan'em, nie wiem czemu dokładnie. A potem jeszcze jak zabił Nathan'a, a obok niego już była nieżywa chyba jego partnerka. - powiedziałem.

Gwendolyn?

sobota, 4 kwietnia 2015

Od Matt'a - C.D Aerith

- Chciałbym Cię zobaczyć... - szepnąłem cicho i próbowałem zorientować się co gdzie jest.
- Znów nie możesz? - spytała dziewczyna, w odpowiedzi w ciemno pokiwałem głową.
- Muszę się stąd wydostać, to nieodpowiednie miejsce dla mnie... - mruknąłem.
- Tak właściwie to co z Jokerem? - zapytała Aerith po chwili.
- Nie żyje. Aczkolwiek może być problem... - spuściłem głowę.
- Jakiż to, przecież on nie żyje. - stwierdziła.
- On tak, ale... - nie dokończyłem, bo usłyszałem pisk opon samochodu. Spojrzałem w stronę okna, zza którego dobiegł ten odgłos. - Tego się właśnie obawiałem... - westchnąłem i wstałem z łóżka. Jak na niewidomego całkiem dobrze sobie radziłem.
- Co się dzieje? Kim oni są? - czułem, że dziewczyna trochę spanikowała.
- To ona... Night... - nie trzeba widzieć by wywęszyć wiedźmę...
- Kim ona jest i czego chce?! - teraz Aerith podskoczyło ciśnienie.
- To partnerka Jokera, a czego chce? Chce mnie... - zamknąłem oczy i wsłuchałem się. - Są w budynku... Musisz się gdzieś ukryć!
- Ja mam siedzieć schowana, a Ciebie będą lali? Nie, dziękuję, nie skorzystam. - zaprotestowała. Bardzo mi się podobało, że chce zostać ze mną, ale jej nie pozwolę.
- Jeśli Cię znajdą zrobią Ci krzywdę, bym cierpiał jak Night po stracie Jokera. Ona jest czarownicą! Nie pozwolę Ci zostać, idź! - nakazałem nie odwracając się w jej stronę. Posłuchała, gdy szła w stronę drzwi z prędkością światła zatarasowałem jej drogę wyjścia, obróciłem ją i oparłem o ścianę po czym pocałowałem ją namiętnie, tak na "do zobaczenia".



Wypuściłem ją i wyszła. Usiadłem na łóżku i czekałem na tą wiedźmę. Po kilku minutach oczekiwania wreszcie wyważyła drzwi i  rozejrzała się po salce.
- Nie uciekam przed Tobą, Night. - powiedziałem obojętnie nawet nie patrząc na nią. - I co teraz? Zabijesz mnie, czy coś? - spytałem i odwróciłem się w jej stronę.
- Oj, nie - nie chcę Cię zabić. Musisz żyć, ale na pewno nie w tym stanie, w tym wcieleniu. Zmieniasz się w tygrysa, prawda? Tak, w tygrysa, bo Joker miał obrażenia odpowiadające atakowi tygrysa. No, to teraz będziesz troszkę inny! - wrzasnęła i krzyknęła jakieś zaklęcie. Zmroczyło mnie, a po chwili znów widziałem, ale inaczej.
- Oj, Matt teraz to jesteś słodziakiem! Kici, kici! - śmiała się. - Zapomniałabym, muszę to uaktywnić! - zaśmiała się. Zobaczyłem coś na swojej szyi, jakiś wisiorek  czy coś. Zaśmiała się i wyszła. Zeskoczyłem z łóżka, byłem malutki! Podbiegłem do lustra i zobaczyłem czym jestem! Rzeczywiście, słodziak ze mnie! Usiadłem na parapecie i obserwowałem miasto w zachodzącym słońcu, a potem w nocy.





(Aerith?)

czwartek, 2 kwietnia 2015

Od Moci cd.o William`a


Kristi by dev1nWyciągnełam telefon i spojrzałam na godzine, dochodziła 23, czas się zbierać, pochyliłam się nad chłopakiem
 - No Williamku, powiedz mi gdzie masz klucz?
 - Co? - mruknął pół przytomny - Klucz? - wyciągnął z kieszeni spodni mały srebrny klucz i podał mi. Poczochrałam mu włosy
 - Dziękuję - zaśmiałam się i otworzyłam drzwi, wyszłam z pokoju i udałam się do mojej części szkoły. Od razu ruszyłam pod prysznic. Ach ten Willl, nacpać się sziszą, słabiutko. Zimna kąpiel mnie orzeźwiła, założyłam t-shirt i spodenki, wskoczyłam do łóżka. Moje powieki zamkneły się niemal odrazu.

Następnego dnia wstałam dwie godziny przed rozpoczęciem lekcji i ruszyłam na parking szkoły. Dzisiaj miał przyjechać Breez, nie widziałam go od ponad roku, ciekawiło mnie czy pies mnie pozna. Musiałam jednak po niego pojechać na lotnisko. Po trzydziestu minutach czekałam na lotnisku. Miał z nim przylecieć pracownik mojego taty. Zobaczyłam go. Człowiek w ciemnym ubraniu szedł powolnym krokiem w moją stronę a w ręku trzymał smycz z białym psem, kucnełam rozkładając ręcę
 - Breez! - krzyknełam a pies nadstawił uszu i ruszył biegiem w moją stronę wyrwając smycz z ręki pracownika. Omal na mnie nie skoczył. Merdał gonem i poszczekiwał. Byłąm taka szczęśliwa.


Po godzinie, wraz z wszystkimi rzeczami Breeza bylismy w akademi. Cieszyłam się na wieść, że można mieć a akademi zwierzęta.

Wychodząc z pokoju wpadłam na Willa, co robił na piętrze dziewczyn? Nieważne
 - Moci - uśmiechnął się - Miło cię widzieć
 - Ciebie również, widzę, że już ci lepiej  - zaśmiałam się.


Will?

O NIE!


Tak być nie może!!!

Nie pozwolę aby ten blog upadł!!!

Jeśli ktoś nie chce w nim być niech to napisze!


środa, 1 kwietnia 2015

Od Gwendolyn - C.D Aaron'a

-Przypomnisz sobie-powiedziałam uśmiechając się .-I ja Ci w tym pomogę.
Aaron mocniej ścisnął moją rękę. Dłonią którą dotykałam policzka chłopaka, ujęłam jego twarz i nachyliwszy się nad nim delikatnie go pocałowałam. Zarumieniona odsunęłam się od jego twarzy i puszczając jego rękę wyjęłam teczkę z plecaka.
-Coś Ci przyniosłam-powiedziałam podając grubą czarną teczkę.
Po krótkiej chwili wahania otworzył ją i o mały włos nie zaczęły wypadać kartki, no cóż, brakowało już w niej miejsca. Wyjął kilka rysunków i zaczął się im przyglądać.
-Ty je rysowałaś?-spytał zafascynowany.
Pokiwałam głową. Następnie natrafił na swój portret sprzed kilku tygodni. Uśmiechnęłam się szeroko sama do siebie.
-Kto to?-spytał.
Zaśmiałam się.
-To ty głuptasie-powiedziałam śmiejąc się w duchu.
Ten zaczął jeszcze bardziej przyglądać się portretowi.
-To znaczy tak wyglądałeś kilka tygodni temu, teraz trochę się zmieniłeś. Ale i tak Cię kocham-uśmiechnęłam się promiennie.
<Aaron?>

wtorek, 31 marca 2015

Od Aaron'a - C.D Gwendolyn

Spojrzałem na dziewczynę. Posłałem jej lekki uśmiech.
- Tak. - odparłem.
Gwendolyn patrzyła na mnie z jakąś taką iskierką w oczach, nadzieja. Chyba myślała, że coś sobie przypomniałem i wtedy... Posmutniałem nic nie przypominało mi się, może jakieś kawałki a potem... Potem to się urywało. I no nic się nie działo, to po prostu już kwestia czasu jak sobie o tym przypomnę.
- Jak się spało? - spytała.
- Nie najgorzej. - odparłem. - A tobie?
- Dobrze.
Miałem dziwne przeczucie, że skłamała. Widać było, że kłamała teraz.
- Powiedz prawdę, nie wyspałaś się. - stwierdziłem.
Spojrzała na mnie.
- Nie, na prawdę... Wyspałam się. - zdobyła się na sztuczny uśmiech.
Westchnąłem. Złapałem ją za rękę. Nie wiem nawet czemu, tak odruchowo. Jeden dotyk, a kolejne skrawki mojego życia mi się przypominały. Spojrzałem na nią.
- Gwendolyn... - zacząłem.
- Tak? - spytała.
- Ja chciałbym, abym wszystko sobie przypomnieć. - szepnąłem.
Dziewczyna usiadła. Drugą dłonią dotknęła mojego policzka. Uśmiechnęła się niepewnie, a na jej policzkach pojawiły się rumieńce.

Gwendolyn?